Trochę R12 gazowałem zapalałem i testowałem. Zaczęła coś pukać i postawiłem szybka diagnoza – koło zamachowe. Mając doświadczenia z M72 i distalem 😀 tu nie chciałem robić sraki i było wszystko jak w książkach piszą. Stożek dotarty na paście zaworowej z równymi przylgniami  zregenerowałem ciasne gniazdo klina dobry moment dokręcania nakrętki czopa a jednak coś po czasie nie zgrało. Podwinąłem rękawy bo w sumie kompletny motor trzeba rozbebeszyć i wyciągnąć skrzynie ze sprzęgłem. Tak też się stało. Dla zainteresowanych majsterkowaniem przy starych motorach informacje ze taka czynność zajmuje 28 min. Problem tkwił w nieoryginalnym klinie który był bo już dostał w dupę pilnikiem ciut za wysoki i wspierał kolo które nie siadło na stożku. To był mój błąd bo mogłem na to wpaść ale stożek świetnie łapał kolo a klin wyglądał jak oryginalny wiec nawet nie budził podejrzeń. Jest to nauka na przyszłość by zacinać na próbę dotarty stożek z kinem w środku który nawet wyższy o 0.2 mm. może narobić smrodu np. w trasie. Ten właśnie o tyle podpierał kolo. Nie było to wyczuwalne przy montażu ale na siły bezwładności nie ma siły. Na szczęście nie ma szkód ale doszła szybka robota są i pozytywy. Simeringi na wale nie był całkowicie szczelny. Założę nowy lepszy jutro i skręce wszystko w odwrotnej kolejności. Węszenie za częściami to stałe szczurze zadanie. Dziś wyłykałem ostatnie puzzle do triumph’a. 2 dekle od wyjścia skrzyni które u mnie były tak popękane ze praktycznie nienaprawialne łyknałem z całym silnikiem wydymką ale to co dla mnie ważne jest.

20151229_191724